Pfff. Idiota. Od początku wiedziałam, że to pomyłka.
Tak, jak z tamtym nieszczęsnym Michałem i w ogóle. Brzydal, burak i byle jaki lachon jemu, a proszę! Inaczej z Norbertem, którym w ogóle bez sensu zaślepiłam się na samym początku, a teraz już ani patrzeć na niego nie mogę, ani z osobowości nie pociąga mnie w ogóle nic na nic, wręcz przeciwnie. Co innego z Danielem czy Pawłem, do których słabość to nadtrawiła mnie już nieźlej, z czym musiałam się okropnie wręcz pohamować i ból odrętwiający w serdusieńku pozagłuszać wręcz na siłę, nawet ze złością, że taka jestem tępa jak jakiś debil. Dokładnie tak.
Okrutna jestem wobec nich, ale chuj im w dupę. Nie żal mi w ogóle. Co ja sobie w ogóle wyobrażała byłam? Śmieszne! Jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie, że nie jestem niby aż tak beznadziejna w tym wszystkim, to przecież, nie pokochałam żadnego tak naprawdę ani ci nawet na chwilę. Głupota głupotą. Rozróżniam to. Ale kochać, to ja kocham Eddiego. Dana. Jamesa. A nie jakichś pier..dzielonych frajerów. Powtórzę, byle lachon im i krzyżyk na drogę.
W sumie, to kolejny raz czuję ulgę i niechże mi się myśl w końcu jakoś rozjaśni, cholera, bo dosyć mam już tej nadtoksykacji i uczuciowej fermentacji.
Dobra, idę zaraz na to ksero żeby słówka sobie druknąć, bo później to będzie pewnie taka kolejka, że jacież pierniczesz. Hum, więc, dajmy na to, zdążę. No.