Jak tu zrobić, żeby ten wpis był powściągliwy i nie okazał się za jakiś czas krindżowym gównem, które mam ochotę precz usunąć? Jak inne wpisy bardzo subiektywne albo pisane w emocjach.
Bo skoro już tu przychodzę się wygadać ("wypisać" raczej), to "wiedz, że coś się dzieje". Przynajmniej tym razem już sama zdaję sobie sprawę zawczasu, jakim potencjalnym krindżem ten wpis w ogóle jest i, nadto, z absurdalności całej sytuacji.
Pod dwoma względami sytuacja jest jednak teraz lepsza. Po pierwsze, mogę przezornie dobrać słowa tak, by żałosność bądź śmieszność tego wpisu totalnie zminimalizować. To właśnie zamierzam uczynić, żeby zarówno mi wracającej do niego kiedyś, jak i (uchowaj Boże) jakiemukolwiek postronnemu czytelnikowi oszczędzić niesmaku czy innych dziwnych odczuć związanych z czytaniem tego uzewnętrznienia autorki.
Bądź co bądź, to miejsce stoi samym procesem pisania i kręcącymi się wokół niego myślami, a ewentualna percepcja i reakcja odbiorcy jest nieubłaganym efektem ubocznym.
...w tym momencie zwątpiłam jednak w kontynuowanie tego wpisu. Może powiem tak: emocje i uczucia, jakkolwiek silne, dziwne czy natrętne by nie były, zawsze mogą być ostudzone przez trzeźwość umysłu i zdrowy rozsądek.